Naději jsem skládal v Pána
lásku, důvěru jsem Mu dal
On mě učil jít po Jeho stezkách
já padal sice
avšak ruku svou mi podával
rukou svou mě ochraňoval

Probděné noci plné bolesti
večery plné trápení
kámen na zádech přetěžký
však On věděl
proč to všecko mělo být
ve zkouškách svou víru posílit

V mysli žal a stesk
ve chvíli veselí a srdce ples
duše hladověla ale šla
i v podvečer jednoho dne
ožila krásou nesmírnou
já řekl jsem Mu - děkuji!

Otevřely se dveře světla
v temnotě jsem tam mířil
a hle jas překrásný spatřil jsem
slovy nepopsatelný
zázrak Boží a vděčný Jemu já
jenž ještě před chvílí na zlé vzpomínal

Ruku v ruce jdeme vstříc
dobrou rukou Boží vedeni
na nebe já patřím
slzy v očích mám a úsměv na rtech
verše nové skládám životu
jenž vždy se klube od zárodku...

Pokładałem nadzieję w Panu
miłość, ufność Jemu dałem
On mnie uczył chodzić Jego drogami
upadałem wprawdzie
jednak rękę Swą mi podawał
ręką Swą mnie bronił

Czuwałem podczas nocy pełnych bólu
podczas wieczorów pełnych cierpienia
kamień na plecach zbyt ciężki
lecz On wiedział
po co to wszystko miało być
by w próbach Swą wiarę wzmocnić

W myślach żal i tęsknota
za chwilę radość i serce wesołe
dusza głodna była lecz szła dalej
i pod wieczór dnia pewnego
ożyła pięknem wspaniałym
powiedziałem – dziękuję!

Otworzyły się drzwi światła
w ciemności tam zmierzałem
oto jasność piękną ujrzałem
nie do opisania słowami
Boży cud i wdzięczny Jemu ja
ten który przed chwilą złe wspominał

Idziemy ręka w rękę
dobrą Bożą ręką prowadzeni
patrzę w niebo
mam łzy w oczach i uśmiech na ustach
wiersze nowe składam życiu
które zawsze powstaje w zarodku…